Najpopularniejsze mity kosmetyczne, w które nadal uparcie wierzysz! cz.1

26.07.2016 | Magda Komorowska

Słuchajcie, 6 lat pracy w zawodzie kosmetyczki to kawał czasu. Na tyle dużo, by zebrać od Was przeróżne opinie i mity dotyczące pielęgnacji skóry. Jednocześnie 6 lat to za mało, bym mogła powiedzieć, że wiem już na ten temat wszystko. Ciągle trzeba się dokształcać, a i tak element zaskoczenia w braku własnej wiedzy na jakiś temat może się nieuchronnie przydarzyć.

Mam nadzieję, że moja lista zaskoczy Was również - pozytywnie. Gdybyście chciały dodać lub dopytać o coś więcej, to proszę o komentarz pod tym postem.

1. Po depilacji włosy odrastają mocniejsze i będzie ich więcej.

W zasadzie jest to po części prawda. Wszystko zależy od tego, jaką metodą depilujemy włosy. Maszynka to sprawa oczywista. Mechanicznie drażni skórę, wzmacnia łodygę włosa, sprawia że z jednej cebulki może odrastać 3-5 włosów. Wydaje mi się, że przez ten rodzaj depilacji (co prawda bardzo taniej i szybkiej) pokutuje niechlubnie mit dotyczący depilacji woskiem.

Poprawnie wykonana depilacja woskiem usuwa włoski wraz z cebulką. To powoduje po pierwsze, że odrastanie włosów będzie wolniejsze, a po drugie, że będzie ich z czasem coraz mniej. Dzieje się to dlatego, że regularne woskowanie mechanicznie uszkadza macierz, z której wyrasta włos. Podziały komórkowe wzrostu włosa już nie są takie liczne i pełnowartościowe, przez co włos jest słabszy, cieńszy i wolniej odrasta.

Ta sama zasada dotyczy depilacji pastą cukrową.  Jest ona jednak dużo delikatniejsza dla skóry.

Z kolei epilacja laserowa zupełnie uszkadza brodawkę włosa, przez co po wykonaniu serii zabiegów włos nie odrasta w ogóle.

Czyli podsumowując: żadna metoda depilacji w gabinecie nie wzmocni Twoich włosów, ani nie będzie ich więcej.
 

2. Skóra przyzwyczaja się do kremów, dlatego trzeba je cały czas zmieniać.

Nie ma takiej opcji, aby skóra „przyzwyczaiła” się do kremów. W celu eksperymentu możesz odstawić wszelkie kosmetyki i zobaczyć jak długo Twoja skóra wytrzyma w dobrej kondycji. Skórom wrażliwym daję 3 dni, suchym tydzień, a tym bardziej odpornym do 2 tygodni. Wszystkim będzie czegoś po tym czasie brakowało... Nakładając krem działamy tylko (i aż!) powierzchownie, choćby producenci obiecywali nam lifting w 5 sekund. Nic się nie wchłania w 100%, nie zmienia naszego DNA, ani nie uzależnia, więc nie ma powodów ku temu, by co miesiąc zmieniać kosmetyki do pielęgnacji.

Faktem jest,  że produkty zawierające kwasy mogą wydawać się po pewnym czasie słabsze. Szczególnie zauważalne jest to w kwestii złuszczania się naskórka.  Jeśli krem na noc z kwasem glikolowym lekko podszczypywał przez pierwszy miesiąc jego używania, a potem nie było tego efektu, to bez paniki. Receptory po prostu nie reagują na dane stężenie, co w cale nie oznacza, że krem nie działa. Nie oznacza to też, że musisz w nieskończoność zwiększać stężenie tego preparatu. Kremy z kwasami najlepiej stosować w „kuracjach”, a nie non stop.

Z drugą częścią tego mitu mogę się trochę zgodzić. Kremy zmieniać trzeba, ale należy wiedzieć po co i kiedy. Zmiana kremów zazwyczaj następuje w momencie zmiany warunków środowiska. Czyli: jeśli idzie lato to sięgamy po kremy lekkie z filtrami, jeśli za oknem robi się wietrznie i chłodno, to warto kupić gęstszy krem, który ochroni swoją powłoką wrażliwą skórę.

Są też takie typy skór, które nienawidzą ciągłych zmian w swojej pielęgnacji. Będą to cery wrażliwe, alergiczne, atopowe. Jeśli masz taki typ cery to trzymaj się sprawdzonych kosmetyków i nie kombinuj!
 

3. Kosmetyki dla dzieci są najlepsze, także dla dorosłych.

To dopiero jest ciekawy temat! Przyglądaliście się kiedyś dokładnie składom kosmetyków dla dzieci? W większości drogerii naszpikowane są one parafiną, olejami mineralnymi, lanoliną i ropopochodnymi. Oczywiście wszystko w takich ilościach i stężeniach, które dopuszczalne jest do użytku.

Szkoda tylko, że coraz więcej jest brzdąców, które nie mogą używać kosmetyków z etykietą „bezpieczne”, „dla dzieci”, „przyjazne skórze dziecka”.  Większość tych składów niestety zapycha i powoduje reakcje kontaktowe u osób, które mają do tego skłonność.

Abstrahując od tego, czy ta skłonność do reakcji pseudouczuleniowych jest, czy jej nie ma, trzeba zaznaczyć, że u dzieci niewykształcone są jeszcze gruczoły łojowe na skórze. Dlatego większość kremów dla dzieci ma gęstą konsystencję, która ma sztucznie pokryć skórę malucha i ochronić przed czynnikami zewnętrznymi, przed którymi dziecko samo się nie obroni. Taka funkcja kremu dla dzieci ma głęboki sens.


Jednakże skóra dorosłej osoby jest inna. Ma otwarte pory, wydziela mniej lub więcej łoju, ma swoją „historię” pielęgnacyjną. Nie wszystko będzie jej odpowiadało, a już na pewno nie ciężkie, zapychające kremy dla dzieci. Nawet sucha skóra dorosłych nie zniesie tego na dłuższą metę.

W naszym gabinecie wyodrębniamy ok. 20 najpopularniejszych typów skór (a pewnie i tak ta liczba z każdym rokiem będzie się zwiększać), co już sugeruje, że do każdego typu należy uwzględnić odmienną pielęgnację. Będzie się na nią składała konsystencja kremu, odpowiedni skład, pora zastosowania kosmetyku i wiele innych.
Tak dobrany program działania nijak się ma ze stosowaniem kremu Nivea czy Oilatum (wynikający prawdopodobnie z rutyny i trochę z lenistwa), w których brak jest składników zwalczających skórne problemy dorosłych.
 

4. Słońce leczy trądzik.


Gdyby tak było naprawdę, to na jesieni nasz gabinet nie przechodziłby prawdziwego oblężenia cer trądzikowych. Spędzając wakacje na pełnym słońcu, może Ci się wydawać, że skóra reaguje na takie warunki niezwykle korzystnie: stany zapalne zmniejszają się, znikają krosty, skóra jest grubsza i równomiernie opalona, pory tak jakby „pochowały się”.

To niestety tylko złudzenie. Promieniowanie słoneczne posiada właściwości bakteriobójcze, dzięki UV, ale nie jest ono ani skuteczne, ani korzystne. Te same promienie powodują namnażanie się wolnych rodników na skórze, które uszkadzają DNA komórek prowadząc po pewnym czasie do wzmożenia stanów zapalnych, mutacji i zwiększonego ryzyka nowotworowego. Skóra dużo szybciej się starzeje, co za tym idzie zwalnia swoje procesy i gorzej się regeneruje.

Problem stanowią też przebarwienia. Jeśli cierpisz na trądzik i opalasz się na słońcu to masz ogromne szanse na to, by po wakacjach nabawić się plam potrądzikowych i posłonecznych. Są one dużo cięższe do usunięcia i wymagają przeprowadzenia serii zabiegów w gabinecie. Na własną rękę nie zejdą.

Czy korzyści z chwilowego przysuszenia krost są wystarczające, by bezkarnie wystawiać buzię na słońce? Teraz już wiesz.
 

5. Zabiegów z kwasami nie stosuje się latem.


Na nasze szczęście, już nie. Istnieją kwasy, które możemy stosować również w okresie wzmożonego promieniowania słonecznego. Należą do nich:

  • kwas hialuronowy (który do końca nie jest kwasem, o czym muszę napisać osobny artykuł),
  • glukanolakton,
  • kwas migdałowy,
  • kwas laktobionowy,
  • kwas ferulowy,
  • kwas azelainowy.

Nie wchodzą one w reakcję z słońcem i nie powodują przebarwień, dlatego są bezpieczne. Delikatnie złuszczają naskórek, ale to nie jest ich jedyna zaleta. Niektóre z wyżej wymienionych można stosować przy cerze wrażliwej,  naczyniowej, a nawet u osób z trądzikiem różowatym czy łuszczycą. Inne, jak np. kwas ferulowy świetnie spisuje się u osób długo przebywających na słońcu, ze zmarszczkami, ponieważ jest silnym antyoksydantem (czyli wyłapuje wolne rodniki).

Jeśli już w środku lata zauważysz  przebarwienia na twarzy to spokojnie możesz zacząć kurację kwasem migdałowym lub azelainowym. Nie musisz czekać z tym do jesieni. Bardzo pocieszające, prawda?
 

Pierwsze 5 najbardziej popularnych mitów zostało obalone. Na swojej liście mam jeszcze co najmniej 20 takich perełek. Za tydzień kolejna dawka. Jeśli dręczy Was jakiś mit to napiszcie o nim tutaj!