Mity kosmetyczne cz.2

17.08.2016 | Magda Komorowska

Kolejna część mitów związanych z pielęgnacją skóry. Dla ułatwienia kontynuuję poprzednią listę i zaczynam dziś od punktu szóstego. Napiszcie na dole tego posta, czy Wy też wierzyliście w te stwierdzenia?

 

6. Skórę nawilży się jedynie pijąc dużo wody.

Zanim przytakniemy tej tezie bez zastanowienia, przyjrzyjmy się na chwilę budowie skóry.

Naukowcy wciąż nie mogą się nadziwić, jakaż to silna struktura z tej naszej skóry, która nie pozwala wnikać substancjom zbyt łatwo i szybko do jej środka. Ułożona jest w zgrabne cegiełki komórek żywych i martwych nachodzące na siebie jak dachówki, ściśle przylegające do siebie.  W warstwach żywych produkowane są składniki tzw. NMF, czyli naturalnego czynnika nawilżającego skórę. Utrzymuje ono prawidłowe uwodnienie warstwy rogowej naskórka.

Naskórek składa się zarówno z warstwy wodnej jak i tłuszczowej. Lipidy międzykomórkowe złożone są z ceramidów (50%), cholesterolu (30%) i kwasów tłuszczowych (20%). Taka podwójna warstwa lipidowa stanowi skuteczną barierę ochronną przeciw wodzie i substancjom chemicznym. Uszkodzenie tej warstwy ochronnej poprzez stosowanie ostrych środków myjących prowadzi do utraty wilgoci i nieprawidłowego złuszczania.

Dopiero zrozumienie dualizmu budowy naskórka: z jednej strony warstwa wody, z drugiej warstwa tłuszczów, pozwala zrozumieć, że samo picie wody niewiele pomoże w nawodnieniu naskórka. Okazuje się także, że wypijana przez nas woda w pierwszej kolejności transportowana jest do ośrodków najbardziej jej potrzebujących, takich jak mózg, krew, nerki, mięśnie, itd., a dopiero na szarym końcu pozostaje w potrzebie nasza skóra.

Czym więc nawilżać skórę? Najlepiej dietą proszę państwa, dietą. I to na dodatek zawierającą wielonienasycone kwasy tłuszczowe, kwas linolenowy, EPA czyli kwas eikosapentaenowy oraz DHA czyli dokosaheksaenowy. Znaleźć je można w łososiach, makrelach, śledziach, pstrągach, orzechach włoskich, oleju rzepakowym, soi i lnie.

A co najlepiej nakładać na skórę? Sama dieta nie wystarczy. Skuteczny produkt nawilżający będzie zawierał środek utrzymujący wilgoć (tzw. humektant), taki jak np. glicerol, kwas hialuronowy, mocznik oraz lipidowe substancje zmiękczające, które zatrzymają wilgoć i ochronią humektant przed zmyciem.

Dalej nie wiesz co byłoby najlepsze dla Ciebie?
Zapraszamy na bezpłatne konsultacje: http://zdrowy-styl.pl/oferta/bezplatna-konsultacja-z-kosmetologiem/

 

7. Krem można stosować tylko 2 razy dziennie, żeby nie zapchał porów.

To jaki typ skóry posiadasz jest bardzo ważne. Podstawowe błędy w codziennej pielęgnacji cery wynikają właśnie z niewiedzy. Jeśli masz skórę tłustą, to nawet smarowanie się kremem 2 razy dziennie może być szkodliwe dla kondycji Twojej skóry.

Skórom tłustym, trądzikowym, z rozszerzonymi porami polecam lotiony, sera lub mgiełki, które są znacznie lżejsze i łatwiej się wchłaniają niż tradycyjne kremy. Częstotliwość ich używania też ograniczam do minimum.

Skóry suche mają tą przypadłość, że nie potrafią zatrzymać i magazynować w sobie wystarczającej ilości wody. Dla osób z tym typem skóry niezbędne jest stosowanie gęstych, nawilżających, odżywczych kremów nawet 4 razy dziennie. A w środowisku o niskiej wilgotności polecam jeszcze częściej. Osoby z suchą cerą powinny dodatkowo patrzeć bardzo dokładnie na składy kremów. Warto, żeby znalazły się w nich substancje nie tylko dostarczające wodę, ale także zatrzymujące ją w naskórku, tak aby za szybko ona nie „wyparowała”. Idealnie, jeśli taki krem posiada także składniki przeciwzapalne, nawet jeśli jeszcze nie odczuwasz, żeby Twoja skóra była zbyt wrażliwa.

Jak widać, nie ma jednej reguły dla wszystkich. Każdy z nas lubi inną konsystencję kremu, pracuje w innych warunkach, ma różne nawyki. Dopiero zebranie wszystkich informacji pozwala ustalić, czy, jak i kiedy należy użyć odpowiedniego kremu.

 

8. Toniki przeznaczone są dla każdego typu skóry.

Przy wyborze toników trzeba naprawdę uważać. Składy większości preparatów pozostawiają wiele do życzenia, bo zawierać mogą szkodliwe alkohole, glikol propylenowy, barwniki, oleje mineralne, czy perfumy.
Według mojego osobistego podziału toniki przeznaczone są głównie do cer tłustych, trądzikowych i ewentualnie mieszanych z zaburzeniami rogowacenia naskórka.

Istnieją co prawda toniki zawierające składniki nawilżające, takie jak kwas hialuronowy, wodę z róży damasceńskiej, ekstrakty z nasion i owoców, ale nawet i one mogą nie być odpowiednie dla skór bardzo suchych, wrażliwych i atopowych. Często zastosowanie takiego toniku wiąże się z rozczarowaniem, podrażnieniem i zaczerwienieniem skóry.

Zamiast toniku lepiej przy takich cerach sięgnąć po sprawdzoną, jednoskładnikową wodę termalną w spray’u i parę razy dziennie muskać nią twarz.

 

9. Naczynka raz usunięte nigdy nie wracają.

To by było zbyt proste. Usunięte naczynia krwionośne za pomocą zabiegów laserowych faktycznie ulegają całkowitej destrukcji. Światło lasera pochłaniane jest przez hemoglobinę w krwi, a to powoduje zniszczenie danego naczynka.

Należy pamiętać, że w to miejsce może wytworzyć się tzw. krążenie oboczne, nowa sieć naczynek, które także mogą mieć tendencję do rozszerzania się i tworzenia defektu kosmetycznego w postaci rumienia albo teleangiektazji.

Czasem do ponownego pojawienia się naczyń krwionośnych może doprowadzić zła pielęgnacja (brak zabezpieczenia skóry przed wiatem, mrozem, słońcem), nieodpowiednia dieta (sprzyjająca nadciśnieniu albo pikantne, gorące potrawy u osób z wrażliwą cerą), a także skłonności genetyczne oraz złe nawyki (wygrzewanie się w saunie, codzienne ciepłe kąpiele w wannie). Naczynka mogą też pękać pod wpływem nacisku mechanicznego, np. w wyniku wypadku albo ciągłego wyciskania krost i zaskórników.

Czy w takim razie warto w ogóle korzystać z laserowego usuwania naczynek? Oczywiście, że tak! Przy zachowaniu odpowiednich procedur skóra na długo będzie wyglądała na mniej zaczerwienioną. Poza tym zamykanie naczynek zmniejsza ryzyko chorób skóry o podłożu zapalnym oraz powstawania trądziku różowatego.

 

10. Przebarwienia raz usunięte nigdy nie wracają.

Niestety wracają, i to bardzo często.

Usuwanie laserowe wiąże się z wykorzystaniem powinowactwa światła do barwnika skóry – melaniny. Działa ono na zasadzie „wybarwiania skóry” poprzez niszczące działanie światła laserowego.

Peelingi z kolei, złuszczają wierzchnie warstwy naskórka dając efekt „wyrównania” kolorytu skóry, ale nie pozbycia się przebarwień.

Złuszczanie kwasami także daje podobny efekt jak w przypadku peelingów, ale wykonane w serii docierają głębiej wpływając na procesy tworzenia się przebarwień, tzw. melanogenezy.

Bez względu na to jaki zabieg wybierzesz musisz liczyć się z tym, że przebarwienia uwielbiają powracać. Wykonanie zabiegu zobowiązuje Cię do utrzymania reżimu pielęgnacyjnego trwającego nie miesiąc, nie dwa, ale całe życie. W trakcie wszystkich wymienionych wyżej zabiegów komórki naskórka zostają uszkodzone, warstwa martwych komórek zmniejsza się, a pogrubia się warstwa komórek żywych. No właśnie – żywych, czyli aktywnych, chętnych do tego, by podczas Twojej nieuwagi znów zacząć produkcję melaniny, czyli komórek barwnikowych.

Unikaj więc słońca (= całkowity zakaz opalania!), palenia papierosów, środków antykoncepcyjnych i uważaj na siebie w trakcie ciąży. Pamiętaj, że niektóre składniki w pożywieniu i kremach, takie jak soja, kwasy, retinol mogą wzmagać powstawanie przebarwień!