Historia Oli - dziewczyny z trądzikiem - zakończona sukcesem!

10.03.2016 | Magda Komorowska

Chciałabym podzielić się z Wami niezwykłymi efektami kuracji kwasami, w przypadku mojej młodej klientki - Oli.


Z Olą miałam przyjemność spotkać się po raz pierwszy w styczniu tego roku.


Weszła do gabinetu nieśmiało,

zerkając, czy przypadkiem nie ma innych klientów, którzy zwróciliby na nią uwagę. Włosy mocno przykrywały policzki i czoło. Takie zachowania klientek zawsze wzbudzają moją czujność, bo dają mi sygnał – „Mam problem i nie chcę, aby inni go widzieli!”


Oczywiście negatywne emocje należy szybko niwelować, więc od razu zaparzyłam nam rozgrzewającą herbatę, usiadłam obok Oli i zaczęłyśmy rozmawiać o tym, co ją do mnie sprowadzało.


Okazało się,

że od dłuższego czasu moja klienta borykała się z trądzikiem i problemami z cerą. Skóra mocno się przetłuszczała, ale mimo to była także sucha, ściągnięta i łuszcząca się. Jednak nie to było największym problemem Oli. Bohaterka miała nawyk ciągłego dotykania twarzy i rozdrapywania wszystkiego, co tylko pojawiło się na jej skórze. W efekcie cera na pierwszy rzut oka miała dużo przebarwień, była zaczerwieniona, a naskórek sypał się płatami.


Tak jak zawsze w przypadku pierwszej wizyty w gabinecie, wykonałyśmy komputerowe badanie stanu skóry. Nie będzie to większą tajemnicą, że natłuszczenie cery Oli wykazywało stan dużo powyżej normy (powyżej 80 %), a nawilżenie było wręcz alarmujące (poniżej 15%).
Wspólnie postanowiłyśmy działać. Na pierwszy ogień mojego zainteresowania poszła pielęgnacja domowa. Stopniowo wprowadziłyśmy zmiany dotyczące kremu na dzień i na noc, a także odpowiedniego mycia i oczyszczania skóry.
Tego samego dnia wykonałam zabieg złuszczania kwasem pirogronowym, jako wprowadzenie do kuracji i pielęgnacji w gabinecie.


Następnym razem spotkałyśmy się dwa tygodnie później. Jakże wielkie było nasze zadowolenie, kiedy stwierdziłyśmy, że już po pierwszym zabiegu cera wygląda o niebo lepiej. Na drugiej wizycie odważyłyśmy się na zastosowanie mieszanki kwasów AHA i BHA o wyższych stężeniach.
Ola do domu dostała jedno ważne zalecenie: od dziś nie wyciskamy i nie drapiemy buzi.


Miałyśmy spotkać się w przeciągu kolejnego miesiąca. Ale jak to zwykle bywa, czas uciekł jak przez palce, a wspólny termin udało nam się ustalić dopiero w lipcu. Przez ten czas Ola dzielnie stosowała kosmetyki, które poleciłam, a także wykonywała wszystkie czynności, które miały przybliżyć ją do cieszenia się z buzi gładszej w dotyku.


Kogo ujrzałam w lipcu na wizycie?

Dziewczynę pewną siebie, odważnie wkraczającą w progi mojego gabinetu. Włosy zmienione, zaczesane do tyłu, odsłaniające całą buzię. I ten uśmiech na twarzy! Takich momentów naprawdę warto doczekać. Warto być cierpliwym i wytrwale dążyć do wspólnego celu. Mimo, że tak jak u Oli, może trwać to pół roku lub więcej.


Dziękuję Ci Olu za to doświadczenie, nie spoczywamy na laurach i dalej dążymy do nieprzesadzonej perfekcji :)


Poniżej przedstawiam Wam zdjęcia stanu cery Oli w styczniu 2015 oraz lipcu 2015.